Everything Starts from Harvest | Fotografia Ślubna Poznań

Ach te żniwa! Kiedy pojechaliśmy na sesję narzeczeńská Malwiny i Miłosza nie spodziewaliśmy się, że po szarym i zachmurzonym dniu słońce uchyli nam choć rombek swego drogocennego światła. A tu proszę –  przywitało nas pięknie chylác się ku zachodowi, do tego doszedł duszácy gardło ale przepięknie komponujácy się w zdjęcia kurz od kombajnów, które właśnie zaczęły albo kończyły swá pracę na polach i zapach – niestety nie widoczny na zdjęciach lekko zroszonej deszczem ziemi…A apogeum tego wszystkiego to byli oni – Malwina i Miłosz…I tak to się wszystko zaczęło . Dziękuję, że mogłam być tá częściá ich niebanalnego wspomnienia. Relacja z ich szalonego wesela wkrótce na blogu.

Ah, the harvest! When I went to Malvinas and Milosz engagement photo session I did not expect the outcome after the gray and cloudy day it had been. The tiniest rays of sunlight revealed the most precious light, welcoming us as the sun started to set. The dust from the combine harvester tickled our throats but blended beautifully with the sunset light, and with a dash of rain water on the ground created a magical light. At the forefront of it all was – Malvina and Milosz … And so everything starts from harvest. Thank you, that I could be that part of those cherished memories. Their crazy wedding soon on the blog!

Share on FacebookTweet this PostPin Images to PinterestBack to Top

Filled with Bluebells | Fotografia Ślubna Poznań

No i doczekałam się prawdziwie sielskiego wesela. Zaczęło się już od przygotowań – żadnych wizażystek , fryzjerów , tylko rodzina , przyjaciele i druhny , które czuwały nad pannâ młodâ i jej olśniewajâcym wyglâdem a ona nad nimi z butelkâ szampana. Ceremonia w małym anglikańskim kościele i muszę dodać najważniejsze – nawiedzonym przez duchy . A potem sama zabawa w zupełnej głuszy… telofonów komórkowych. Z jednej strony pastwisko, z drugiej chata drewniana, snopki siana do siedzenia a “hotel” to nic innego jak płócienne wigwamy. Atrakcjami było puszczenie latawców i gra w krykieta , do tańca przygrywała prawdziwie folkowa kapela. Na koniec trafił się nam rarytas – miejsce , w którym odbyła się nasza sesja plenerowa ,o którym można powiedzieć, że zostało zamieszkane przez wróżki i elfy – dolina “wypełniona” najbardziej błękitnymi dzwoneczkami a korony drzew jakby otulały całe to magiczne miejsce schowane przed resztâ świata. Czy muszę wspominać, że słońce też do nas zawitało i że właśnie tam cieszyliśmy się jednym z najpiękniejszych zachodów słońca. Do pełnej relacji z angielskiego wesela zapraszam do Galerii Weddings – Sam and Ali.

Well, finally I experienced a truly idyllic rustic farm wedding. It all starts from the morning preparation at the house of bride – no make-up artists, hairdressers, only family, friends and bridesmaids who watched over a beautiful Samantha and her glamorous look. And in turn she watched over them with a bottle of champagne. Next was the ceremony – in a small Anglican church, and I must say most importantly for me – rumoured to be haunted by ghosts. And then comes the party venue located in remote farm country … without phones reception or a solid floor – only grass and the big tent where the whole party took place. The landscape was outstanding – on the one hand pasture, on the other wooden barns, bundles of hay to sit and “the hotel” is nothing but tents. The highlights were flying kites and playing cricket, dancing to a true folk band. At the end we got a rarity – a place where we held our outdoor session, which if there was ever a place inhabited by fairies and elves, this would of been it! An old medieval camp filled with bluebells and the branches of trees wrapped around this magical place, appear to be protecting it from th outside world. Do I need to mention that the sun also flattered us and that is where we enjoyed one of the most beautiful sunsets. For the full story from this beautiful English wedding I invite you to visit Sam and Ali’s wedding Gallery.

Fotografia Ślubna Poznań | Let It Be Photography by Ewa Szawara

Share on FacebookTweet this PostPin Images to PinterestBack to Top

Dancing in the dust of sunset

No i znów witam u siebie przepiękna parę, tym razem już w pełnym składzie. Cała trójka zawitała do mnie rok temu na sesję narzeczeńská kiedy to Oliwia podziwiała świat jeszcze w brzuszku mamusi. Podczas jednej i drugiej sesji wszystko było perfekcyjne a szczególnie jeśli chodzi o pogodę. Słońce,błękitne niebo, unoszácy się w powietrzu zapach maciejki pod wieczór i zapalone świeczki w ogrodzie – to wszystko złożyło się na ślub doskonały. A kurz na drodze? Hmm..o to postarali się się przejezdni kierowcy 🙂 Na cały reportaż zapraszam do galerii Weddings – Gosia and Roman.

Well, hello again at the home of our beautiful couple, this time at full strength. The trio first visited my camera a year ago for their engagement session when Olivia admired the world still in mummy’s tummy. During the first and the second session we could not complain about the weather, and we were in for the same on their wedding day. Sun, blue sky, the smell of flowers in the evening and lit candles in the garden – it all made for a wedding perfect. Dancing in the dust of the sunset. The dust on the road? Hmm..we got great help from all the drivers passing by! For the full reportage I invite you to check out their Gallery in Weddings – Roman and Gosia.

Dancing in the dust of sunset | Fotografia Ślubna Poznań | Ewa Szawara

Share on FacebookTweet this PostPin Images to PinterestBack to Top
W i t a m y
W e l c o m e
A r c h i v e
L i k e   U s